poniedziałek, 19 marca 2012

4.

Dzień w pracy minął mi niesamowicie szybko, może dlatego , że byłam naprawdę bardzo zajęta przeglądając te internetowe katalogi z modą, zastanawiając się przy tym w co powinnam ubrać się na dzisiejszy wieczór. Nie planowałam nic wielkiego, chciałam się po prostu trochę zabawić i oderwać od codzienności. Codzienności, która od jakiegoś czasu strasznie mną tyrała popełniając tym samym ogromny błąd, bo kogo jak kogo, ale mnie, Kate należy szanować! W każdym bądź razie dzisiaj wybiegłam z gmachu telewizji prawdopodobnie jako pierwsza co oczywiście nie umknęło czujnemu Spencerowi.
-Kate, pamiętaj! Koniec ze spóźnianiem!- gruby głos mojego szefa zdążył dobiec do moich uszu w tej samej chwili, w której już łapałam za klamkę od szklanych drzwi, ostatniej przeszkody na mojej drodze do odpoczynku. Zatrzymałam się na moment wdychając głęboko powietrze i uśmiechając się pod nosem sama do siebie.
-Miłego wieczoru panie Spencer!- odkrzyknęłam wesoło zostawiając za sobą całe źródło moich dzisiejszych rozterek. Dosyć długo myślałam jeszcze o zachowaniu Matta, ale stwierdziłam, że dzisiaj nie pora się nad tym rozdrabniać. Dzisiaj miałam zamiar być całą sobą tylko dla siebie samej.
Około godziny dwudziestej, razem z Sharon zajmowałyśmy już strategiczne miejsca w przytulnym klubie w centrum miasta. Od pół godziny sączyłyśmy drinki obserwując wchodzących do wnętrza facetów. Zaczynałam być naprawdę sfrustrowana faktem, że nie było na kim zawiesić oka.
-No… to powiedz Kate, co takiego się wydarzyło, że uciekłaś się do wyjścia awaryjnego w poniedziałkowy wieczór?- Sharon spojrzała na mnie podejrzliwie biorąc kolejny łyk kolorowego drinka. Westchnęłam głęboko opierając się bezwładnie o oparcie wygodnej kanapy usytuowanej pod ścianą, naprzeciwko wejścia. Nadal nie odrywałam jednak wzroku od drzwi w nadziei, że pojawi się tam jakiś ciekawy kąsek.
-Naprawdę nie wiem, czy chcę o tym mówić. Matt. Kretyn. Idiota. Frajer…- zaczęłam wymieniać wszystkie wyrazy określające faceta, który, być może nieświadomie, był odpowiedzialny, za to, jaką decyzję podjęłam siedząc w tym miejscu. Przerwałam jednak widząc pewnego mężczyznę siedzącego przy barze. Nie był jakoś specjalnie w moim typie, ale siedział tam sam, a ja miałam już dosyć bezczynnego oczekiwania na jakiś cud. Wydaje mi się, że Sharon zauważyła jak na moją twarz wkrada się nieśmiały uśmiech.
-Wybacz, obowiązki.- Spojrzałam na nią znacząco, po czym wstałam z miejsca dopijając resztę drinka.
Pewnym, aczkolwiek seksownym krokiem podeszłam do baru i zajęłam miejsce tuż obok nieznajomego mężczyzny. Wiedziałam, że od kilku chwil przygląda mi się uważnie jednak zgodnie ze starą zasadą pozostawałam nieugięta. Udawanie obojętności od dawna wychodziło mi perfekcyjnie. Po jakimś czasie spojrzałam zalotnie na sylwetkę chłopaka zatrzymując wzrok na jego oczach. Wiedziałam, że moja intuicja mnie nie zawiedzie, facet był naprawdę przystojny.
-Witaj piękna, masz ochotę na nowe znajomości?- Uniosłam jedną brew ku górze i przyjrzałam się mu jeszcze przez chwilę, zanim zdecydowałam się uraczyć go swoją odpowiedzią. Miałam ochotę się, nim trochę pobawić, w końcu też należało mi się coś od życia.
-Wydaje mi się, że czytasz mi w myślach kolego… -uśmiechnęłam się zalotnie czekając na dalszą jego reakcję. Kątem oka zauważyłam, że Sharon również nie próżnuje, bo właśnie podbijała parkiet z jakimś chłoptasiem. –Jestem Kate.
-Adam. Co powiesz na mały taniec na początek nowej znajomości?- chłopak spojrzał na mnie w taki sposób, że zapomniałam słowa oznaczającego nie. Poza tym… chciałam tego. Po chwili tańczyliśmy na parkiecie wśród innych podchmielonych parek, widziałam Sharon i jej nowego kumpla, też chyba dobrze się bawili, bo już po chwili znikli mi z pola widzenia.
-Masz ochotę się przewietrzyć?- Adam wciąż czarował mnie wzrokiem, za długo bawiłam się w ten sposób, żeby tego nie widzieć, ale ja też miałam ochotę się trochę pobawić, więc nie pozostawałam mu dłużna i również go kokietowałam na wszelkie możliwe sposoby.
-Masz rację, strasznie tu gorąco.- wyszeptałam mu do ucha i nie czekając na reakcję ruszyłam w stronę wyjścia. Stanęłam pod ścianą i prowokująco prowadziłam go wzrokiem w moją stronę. Nie wiem, co mi odbiło, ale, kiedy chłopak zbliżył się na wystarczającą odległość… bez zbędnych słów przeszliśmy do konkretów. Całował naprawdę dobrze, ale nie pociągał mnie w żaden sposób. Nie był w moim typie, a może w głowie wciąż miałam Matta albo co gorsze… Toma? Nie wiem. Czułam jego dłonie błądzące po moim ciele, nie miałam jednak ochoty na nic więcej.
-Adam, muszę iść. Dziękuję za miły wieczór. nie czekałam na odpowiedź. Nie chciałam zresztą żadnej odpowiedzi. Czułam się zmęczona, szybkim krokiem wróciłam do lokalu i dając dyskretny znak mojej przyjaciółce po chwili ulotniłyśmy się z klubu wymieniając się wrażeniami z dzisiejszego wieczoru.
Ranek przywitał mnie świdrującym i przeszywającym krzykiem budzika. No tak… Nie mogę się spóźnić. Z ogromnym trudem zerwałam się z łóżka i ledwie żywa skierowałam się do łazienki. Zdawałam sobie sprawę, że wyglądam jak bym nie wyglądała, ale chciałam pokazać Spencerowi, jak bardzo myli się co do mojej osoby. Potrafię być odpowiedzialna.
Wbiegłam do gmachu telewizji na ostatnią chwilę, odetchnęłam z ulgą. Nie dając po sobie niczego poznać pewnym krokiem ruszyłam przez główny korytarz. Moja pewność została jednak lekko zachwiana, kiedy zauważyłam Matta. Wrócił dziś po krótkim urlopie i znowu mieliśmy pracować nad wspólnym projektem. Moje serce przyspieszyło. Dopóki na drodze nie stanął Spencer i swoim ciałem zasłonił mój ulubiony w całej telewizji widok.
-Gratuluję panno Kate, udało się. –Mój szef uśmiechnął się znacząco i poklepał mnie po ramieniu. –Jestem dumny. Chyba bardzo się przejełaś moimi ostatnimi słowami, bo nie wyglądasz zbyt dobrze… Nieprzespana noc? Idź do siebie i zacznij pracować nad reportażem, a ja niebawem przyprowadzę praktykantów.
Na śmierć zapomniałam o tych cholernych praktykantach. Tak bardzo skupiłam się na przybyciu na czas i spotkaniu Matta, że wyleciał mi z głowy powód tej punktualności. Wzruszyłam jednak ramieniem w drodze do mojego biurka. Sama kiedyś robiłam praktyki, nic nadzwyczajnego.
-Dzień dobry koleżanko, nie wierzę, jesteś na czas?- Łobuzerski uśmiech Matta, jakim mnie przywitał sprawił, że przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Często zastanawiałam się, czy ja też tak na niego działam. Powinnam być wściekła za numer jaki mi wyciął z kolacją w piątek, ale zwyczajnie nie potrafiłam.
-Matt, zostawmy sprawy prywatne i skupmy się na pracy. Miałeś być u mnie na spotkaniu w sprawie reportażu o ubraniach pamiętasz? Zastanówmy się nad tym teraz, szkoda czasu mam ogromną ochotę na awans.-podeszłam do jego biurka i pochyliłam się nad papierami, momentalnie poczułam nad, nim swoją przewagę. Czułam jak pożera mnie wzrokiem, nie będę ukrywać, że dosyć długo pracowałam nad tym, żeby ta pozycja była wyjątkowo seksowna . Zależało mi na tym.
-O ubraniach… Może zacznijmy od Twoich? –poczułam jak ręka Matta wędruje wzdłuż moich pleców. Gdyby tylko wiedział jakim jest kretynem… Dokładnie tego oczekiwałam od niego w piątek, kiedy zapraszałam go na kolację. Teraz jednak byliśmy w pracy i musiałam zachować zimną krew. W tej samej chwili, w której dłoń Matta znalazła się mniej więcej tam, gdzie zaczynała się moja spódnica otworzyły się drzwi naszego biura. Poczułam jak moją twarz zalewa ogromny rumieniec. W drzwiach stał Adam. Ten sam, którego kosztem próbowałam trochę zabawić się ostatniej nocy, zostawiając go na pastwę losu przed drzwiami klubu.
-Cześć, przysłał mnie pan Spencer, jestem praktykantem...-Przełknęłam głośno ślinę czując jak na sobie teraz zarówno wzrok Matta, jak i Adama. Byłam wściekła. Ta krótka przygoda w klubie mogła odbić się głośnym echem w stosunku do moich kontaktów i planów związanych z Mattem! Nie mogłam na to pozwolić. Bez słów wyjaśnienia wyszłam z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Stukot moich obcasów sprawiał, że co ciekawscy zaglądali za mną zza drzwi swoich gabinetów. Nie zwracałam jednak na nich uwagi. Moimi jedynym celem było dopaść pana Spencera i zażądać zmiany praktykanta jakiego przydzielił mi i Mattowi. Nie obchodziło mnie to , jak to zrobię. Po prostu Adam musiał, podkreślam MUSIAŁ znaleźć się w zupełnie innej części budynku. To nic osobistego, po prostu wolałam zostawić w tajemnicy to , co wydarzyło się przed tym klubem. Czułam teraz napływające łzy. Łzy złości, a może bezsilności… Nie miałam pojęcia czego chcę, dokąd zmierza moje życie ani co ja w ogóle z tym życiem robię. Powoli zdawałam sobie sprawę, z wszystkich błędów jakie popełniłam.

_________________________________________________
Napisałam to naprawdę na szybko, bo chciałam dodać coś koniecznie przed weekendem, który zapowiada się mocno interesująco. Impreza urodzinowa mojej koleżanki, którą od jakiegoś czasu żyje cała szkoła może mi uniemożliwić dodanie czegokolwiek przez nadchodzący weekend, więc piąty rozdział pewnie w następnym tygodniu, albo dopiero za dwa.
:)

sobota, 10 marca 2012

3.

Sama nie wiedziałam co robić. Stałam tuż przed drzwiami windy na pierwszym piętrze i dopiero po kilku minutach dotarł do mnie fakt, że wyglądam jak wariatka. Poprawiłam włosy jednym ruchem ręki i ruszyłam w stronę swojego biurka nerwowo szukając telefonu w torebce.
-Jak tylko uporządkuje ten bajzel w moim życiu biorę się za porządek w torebce.- Skarciłam w myślach sama siebie, po czym bezwładnie opadłam na fotel wykręcając numer Jess.
-Co jest Kate, czy nie powinnaś teraz przyjmować pozycji seksownego kociaka przed kamerą prezentując najnowsze nowinki ze świata w jakimś śniadaniowym programie?- Zbyt długo znałam Jessice, żeby nie usłyszeć nutki ironii w jej głosie, aczkolwiek zawsze wiedziałam, że pomimo faktu, moja desperacja do pięcia się na szczyt kariery i, co za tym idzie, utarciu nosa Tomowi bawiła, ona zawsze trzymała za mnie kciuki.
-Właśnie tu jest problem Jess. Podobno Spencer rozważa mój awans i być może, przy odrobinie szczęścia mogłabym w końcu wyjść zza biurka i pokazać się przed kamerą, skąd już tylko krok do własnego programu reklamowanego moim nazwiskiem... Z drugiej strony jednak czuję, że powinnam się dziś urwać z pracy, a to raczej nie wpłynie dobrze na jego decyzje...
-Nie rozumiem Cię kochana... Stoisz jedną nogą na następnym stopniu i chcesz urywać się z pracy?!-po tych słowach przyjaciółki odruchowo spojrzałam na moje nogi, całkiem nieźle prezentowały się w tych nowych szpilkach, więc ta jedna noga na następnym stopniu... zaraz, zaraz szybko jednak wróciłam do świata żywych wzdychając głęboko.
-Bo widzisz... Chodzi o Matta. Podobno miał wypadek, dlatego nie pojawił się na kolacji, wysłałam mu milion esemesów przez weekend o tym, jak go nienawidzę i teraz...
-sumienie Cię gryzie?-Jess przerwała mi w połowie zdanie wypowiadając trafną uwagę.-Kate, wrzuć sobie na luz i odpuść trochę. Pamiętaj, nigdy nie pokazuj facetowi swoich słabości, bo to z natury perfidnie świnie i prędzej czy później zacznie to wykorzystywać...
-Jess muszę kończyć, Spencer na horyzoncie, odezwę się później!-tym razem to ja przerwałam wykład przyjaciółki w tempie niemal ekspresowym wrzucając telefon do torebki i przyjmując pozycję Wielce Zapracowanej Kobiety Sukcesu.
-Dzień dobry panienko Carvantes.-powitał mnie swoim donośnym głosem siadając naprzeciwko mojego biurka i uważnie lustrując wzrokiem kartki, nad którymi tak intensywnie "pracowałam".
-Witam pana, panie Spencer. Pomóc w czymś?-od momentu, kiedy mój szef pojawił się w drzwiach miałam nadzieję, że przyszedł tu zaproponować mi ten awans, o którym wspominał Kevin w windzie. Nie ukrywam, że miałam wielką ochotę na zrobienie kolejnego kroku w mojej karierze dziennikarki telewizyjnej i właśnie nadarzała się ku temu świetna okazja.
-Kate, chciałbym Cię uprzedzić, że z całą sympatią do twojej barwnej osobowości nie mogę dłużej tolerować tego spóźniania się. Od moich pracowników żądam punktualności, żeby mogli stać się przykładem dla osób nowych w naszym gronie. W związku z tym, że od jutra w gmachu telewizji gościmy studentów na praktykach chciałbym Cię prosić i jednocześnie ostrzegam, że widok pracownika mojej telewizji, nie ważne na jakiej posadzie, przelatującego przez korytarz o pół godziny za późno jak zdarza Ci się to robić będzie równoznaczny z natychmiastowym zwolnieniem. Słyszałem, że masz ogromne ambicje i plany związane z moją stacją, więc nie róbmy sobie problemów Kate. Miłej pracy. - zaniemówiłam. Kiwałam tylko głową otwierając szeroko oczy słuchając ostrych słów szefa. Nie wiem, co go ugryzło, ale nigdy nie robił mi takich wykładów, często nawet podkreślał, że moje spóźnianie jest tu, w telewizji już naszą tradycją i śmiał się przy tym! Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi i odetchnęłam głęboko. To był najgorszy dzień w tym tygodniu. A był dopiero poniedziałek. Nie byłam w stanie pracować, więc otworzyłam skrzynkę e-mail w celu pobrania nowego katalogu z butami, kiedy zauważyłam... wiadomość od Matta:

Kate, wybacz, że Cię wystawiłem w ten piątek, ale jakiś kretyn wyjechał mi na skrzyżowaniu i totalnie zniszczył drzwi mojego nowego samochodu! Wiesz pewnie jak długo prosiłem Spencera o podwyżkę, żeby kupić sobie to auto, dlatego dużo dla mnie znaczy. Nie odpisywałem na wiadomości, bo cały weekend załatwiałem formalności i szukałem dobrego warsztatu, wiesz jak to jest, musiałem wziąć wolne jeszcze dzisiaj, bo w niedzielę pozamykane... Istne cyrki, jedna stłuczka, a tyle zachodu. Sorry, będę jutro w pracy, to jakoś się zgadamy na to spotkanie i popracujemy nad tym reportażem, o którym mówiłaś.

Tego zdecydowanie było na dzisiaj za dużo. Szef ma do mnie pretensje, Matt wystawił mnie dlatego , że miał małą stłuczkę, ja kretynka wyobrażałam sobie, że to na pewno coś poważnego i chciałam zarywać pracę, żeby czuwać przy jego szpitalnym łóżku. Zdecydowanie potrzebowałam dzisiaj odrobiny rozrywki, żeby nie zatracić się w rozpaczy.
-Halo Sharon? Co powiesz na małe, wieczorne wyjście na miasto?-telefon do mojej zwariowanej przyjaciółki był tutaj jedyną opcją ratunkową.
-Co prawda jest poniedziałek... A niech stracę Kate, nam też się coś od życia należy! Bądź po mnie o 20:00!- kiedy się rozłączyła zaśmiałam się sama do siebie. Wiedziałam, że na nią mogę liczyć. Sharon była , której nie koniecznie chciałam radzić się w sprawach sercowych, natomiast wiedziałam, że do niej mogłam zadzwonić o 3 w nocy z propozycją bitwy w kisielu i nie usłyszałabym odmowy. Sharon jest zwariowana, więc wiedziałam, że tego wieczoru odbije sobie wszystkie krzywdy dzisiejszego dnia. Obiecałam sobie nie myśleć tej nocy o tym idiocie, który był przecież zajęty dopieszczaniem swojego samochodu. I szczerze, zupełnie zapomniałam, że powinnam przecież położyć się spać po dobranocce, bo jedno spóźnienie oznaczało zwolnienie z pracy. Z uśmiechem na twarzy i wizją wspaniałego wieczoru na mieście zabrałam się za przeglądanie internetowego katalogu z nową kolekcją szpilek.

_________________________________________

PRZEPRASZAM. Ogromnie przepraszam za tak długą nieobecność, ale w moim życiu naprawdę wiele się przez ostatni czas działo i musiałam to wszystko sama poukładać, zanim zdecydowałam się wrócić do życia. Od teraz natomiast OBIECUJĘ, że takiej przerwy już nie będzie.
Mam kilka pomysł na drobne zawirowania w życiu Kate, więc będzie się działo!

Zastanawiam się tylko nad formą. Wolicie takie krótkie rozdziały, ale częściej (co tydzień) czy dłuższe ale pisane rzadziej (dwa w miesiącu) ?

Przypominam również o twitterze bloga TUTAJ . Tam wszelkie nowości, pytania, uwagi, ogłoszenia i co tylko chcecie. :)